Wejherow

MY POLACY

My Polacy lud wielki! Czy kto mi zaprzeczy.

Że "Wielkich" u nas więcej - niż jest  w samej rzeczy?

Mamy własnych poetów, mamy  własną skórę,

Własne plecy i spodnie i własną kulturę.

Panów u nas bez liku, a Szlachty jak mrowia

Mamy piękne herbarze i mądre przysłowia,

Uczeni chodzą w butach - boć  to już w zwyczaju,

Że szewców litościwych nie brak w naszym kraju.

 

Mieliśmy królów - pomarli. Szable nam zabrano,

Zostawiono języki - kłócim się co rano,

Robilim trzy powstania - na nic się nie zdało:

Pan Bóg nie chciał, wróg nie chciał i nam się niechciało - !

Ale przyjdzie godzina, czasu już nie wiele,

Na sejmikach znów błysną nasze karabele,

Znowu zaczniem tańcować, pić, za łby się wodzić,

Pas popuszczać najeżdżać i w kontuszach chodzić.

 

Więc by uczcić należnie " to to "  w mym narodzie,

Składam "Tęczy " kabaret młodym ku osłodzie :

Byście zaś nie myśleli żem tu puścił kaczkę,

Więc zaczynam...Ofeljo! podaj mi spluwaczkę!

1910 rok                   

                     R. Wilkanowicz

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

 

Po świętach

Skończyły się święta nareszcie,

Wizyty u cioć i u mam,

Ten ciąg familijno - serdeczny.

...Na pamięć go umiem i znam...

 

Skończyły się placki z jabłkami,

Szyneczki, bułeczki i barszcz...

...O, wstydź się człowieku; obżarstwa,

I usta w niesmaku twe marszcz...

 

Zaczęły się znowu dni pracy,

Codziennie, spokojne, bez żarć.

Indyków, i gzików bez liku,

I kolek w żołądku, i parć...

 

zajmiemy się znowu robotą,

Niech radość nam wróci do lic...

...A także kuracją żołądków,

Zepsutych przez święta na nic...

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Często niewinne żony małżonkowie winią,

Iże im rogi na łbie jak Satyrom czynią.

Lecz każdy niech swej spyta, wiem tak mu odpowie:

Niech będzie róg gdzie trzeba, nie będzie na głowie.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Białegłowy i ich mowy.

 

Gdyby ta rzecz nie pismem była potwierdzona,

         Że niewiasta jest z męskiej kości uczyniona.

Uważając ich szepty, i tak żwawe mowy.

         Rzekłbyś, iż Bóg z języka stworzył białegłowy.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

 

Mąż i żona.

 

Ząb za ząb z mężem kłócąca się żona,

         Tak krzyczała rozzłoszczona:

         "Obyś, gdy ja legnę w grobie,

         "Taką żonę obrał sobie,

         "Coby wprost z piekieł przybyła

         "I szatańską córą była".

A mąż jej na to z uśmiechem zawoła:

"Wiem ja kochanko, co mi życzysz szczerze,

         "Cóż, gdy nikt, podług ustaw Kościoła,

         "Siostry po siostrze nie bierze".

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

 

Artykuł X

 

Wina i mocnych trunków, by nie szynkowano:

        Ktoby je śmiał szynkować, by mu je zabrano:

Bo wnet chłopi szaleją, gdy sobie podpiją.

        Zwłaszcza winem węgierskiem, albo małmazyją.

Rzadko chłop bywa trzeźwy, zawżdy się popiją.

        Wstanie ku południowi, oczy mu zagniją:

Szatę zgniótł, ociera się, idzie do kościoła,

        Twarz pijana, zapuchła, ujadła go pszczoła.

Gorzałki się opiją , śmierdzą nam przez skórę.

         A wżdy chcą mieć nad nami trzeźwiejszemi górę:

Tylko nam samym żonom to korzenne picie,

         Wolno będzie szynkować między sobą skrycie,

Dla lekarstwa i innych potrzeb bardzo pilnych,

         Które na nas przychodzą często z chorób silnych.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

 Wróbel.

        Jurny wróbel z czarną łatką

        Upędzał się za dzierlatką.

        I słowik do niej się palił:

        I chcąc rywala odsadzić

Czułość swoją przed nią chwalił:

"Nigdy nie znam co to zdradzić,

        Zawszem był dla ciebie stały.

        Te ci pienia będę nucić

        Które Bogów zachwycały,

        Z tobą chcę się cieszyć, smucić,

I wszystko zrobię, bym twe serce zyskał".

"A ja (rzekł wróbel) będę ciebie ściskał".

        I zaraz spór rozsądzony:

        Wróblowi kazano zostać,

        Słowik z głosem odpędzony.

        Otóż kobiet naszych postać.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Treny pijaka.

 

Żyło się dobrze przez osiem latek

Bywał czasami i niedostatek

Czasami znowu brakło ubrania,

Lecz wódzia była dobra i tania.

Piło się w nocy, piło się we dnie,

Że to niezdrowo -  lekarskie brednie.

A teraz pora nastaje taka,

Że znikło szczęście już dla pijaka.

Świat się w posadach chyba zachwieje:

Wódka drożeje! Wódka drożeje!

(Może do paki rząd mnie wpakuje

A jednak powiem... chyba paskuje).

Przeciem nie robił krzywdy nikomu

Kiedym pijany wracał do domu

Że nic nie było czasami w garnku

Lub żem od baby dostał po karku...

Na to są baby (choć trudno to chwalić,

By wstawionego męża wywalić.

Skądby na wódzię "złotego cielca"?

Wiem! Idę zaraz wstąpić do "strzelca".

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

O ustawicznie pijanej.

 

Czemu niektóre zbyt trunków pijają?

W wnętrznej wątrobie defekt wielki mają

Mąż ( mówią ) kiedy swej żony nie bije

Wnętrzna wątroba u Jej Mości gnije,

Nie dziwować się, że się upijają ,

Kiedy od mężów tych lekarstw nie mają.

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Lekarstwo na "Kota"

 

Rozmyślanie

Nad Ożywieniem I Umoralnieniem

Społeczeństwa Sposobem Nowo Odkrytym

 

Człowiek,który przy piciu za kołnierz nie wlewa,

Po nadmiernej libacyi zwykle  "kota"  miewa,

Którego różni w świecie kurują lekarze.

Ten kwasów, albo mokki tylko użyć każe,

Ów homeopatycznie kurować poczyna,

I na ciężki klin w głowie użyć radzi klina.

Przytaczam tutaj przepis, jaki mi podano.

I dla większej składności wierszem wypisano:

"Gdy  "kocich języków" mara straszliwa

"Po nader mocnym przepitku

"Wielkim lamentem ze snu cię zrywa;

"Gdy głowa boli do zbytku,

"Gdy w ustach gorzko, kwaśno lub słono,

"Gdy w nosie pełno, w oczach czerwona.

"Kiedy uparte i błędne nogi

"Wązką z najszerszej robią ci drogi,

"Gdy myślom pustym zabraknie wątku,

"Gdy wszystko mdli cię i czczo w żołądku.

"Słuchaj mej rady i na te smutki -

"Probatum - napij się wódki".

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

 

Taktyka Panieńska.

 

Mówiła córce matka:

O, dziś na świecie źle!

Mężczyznom zdrada: gradka,

Więc każdy zdradzi cię.

Proszę Cię, bądź ostrożna!

Gdy chłopiec zbliży się,

Poprosi... mów: nie można!

Na wszystko powiedz: nie!

 

       Posłuszną córką była

       Przestrogom matki swej.

       Gdy pora się zdarzyła

       Stał chłopiec obok niej.

       Wyznaje miłość do niej

       Ją tylko kochać chce:

       Czy Pani mi nie wzbroni?

       Ona powiada: nie!

 

Rumieniec ją oblewa,

Gdy rączkę ścisnąć chce.

Pani się nie rozgniewa?

Ona powiada: nie!

 

      Tyś śliczną , jak kwiat róży.

      Całować chciałbym cię.

      Pani się nie oburzy?

      Ona powiada: nie!

 

Twój widok tak ponętny

Swoją cię nazwać chcę.

Nie jestem pani wstrętny?

Ona powiada: nie!

 

       Zdrad się nie obawiała,

       Gdy rączki ściskał jej.

       A święcie dotrzymała

       Przyrzeczeń matce swej!

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

Jaś i Zosia

Chciało się Zosi Jagódek

Kupić ich za co nie miała,

Jaś ich miał pełny ogródek,

Ale go prosić nie śmiała.

     Wnet sobie sposób znalazła,

     Z domu się rano wykradła,

     Cicho przez płotek przelazła

     Wiśnie Jasiowi objadła.

Poznał się Jasio na szkodzie,

"Wróble to mówił, zrobiły,

Odtąd mi w moim ogrodzie

Nie będą ptaszki gościły".

     Na drążku, tak jak należy,

     Kapelusz pięknie ugładził,

     Zawiesił starej odzieży

     I stracha w sadzie posadził.

Zośka się strachów nie bała,

Płotek szczęśliwie przebyła,

Z swojej się sztuki rozśmiała

I nową szkódkę zrobiła.

     Łatwo się Jasio domyślił,

     Co to za ptaszek tak śmiały,

     Nowe sidełka wymyślił

     I dobrze mu sie udały.

Na miejsce tyczki udanej,

Cicho pod drzewem sam staje,

W starej odzieży ubrany,

Stracha owego udaje.

     Podług swojego zwyczaju

     Zosia gałązkę nagina;

     "A tuś mi mały hultaju!"

     Złapana biedna dziewczyna.

Potem, jak słuszność kazała.

Karał złoczyńcę przy szkodzie.

Zoska z początku krzyczała,

Potem umilkła przy zgodzie.

 

ΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞΞ

 

Kryzys

Kryzys wszędzie jest na swiecie

I stangnacja ludzi gniecie.

Każdy mówi: Co to będzie?

Wnet pójdziemy na żołędzie.

W Zoologu małpy radzą.

Czy już lepiej jaść nie dadzą?

A tu walą się podatki-

Kryzysowe- rozchodowe

Od rozwodu- i dzierlatki

Od pogrzebu- biednej matki.

Lombard nasz już tak zapchany,

Zastawiają też dywany,

Kanarki- futra i ubrania

Każdy do lombardu gania,

Sędzia śpiewak zaniósł nuty

Bezrobotny trąbę- buty.

Ruch panuje tam zbyt wielki

Wszystkie spotkasz Stasie- Helki.

Zdarzają nawet się wypadki-

że w Poznaniu tu mężatki-

Pierścionki ślubne niosą tam

                          czemprędzej

Aby uniknąć na chwilę widma nędzy.

Artysta sławny- śpiewak z opery

W lombardzie dostał wnet cholery,

Apopleksją został tknięty-

Biedak nie miał co zastawić-

"Głosu" chciał się więc pozbawić.

Lecz to fant jest nazbyt drogi,

W "głosie" "kiksy" panie błogi.

My Kiepury głos cenimy

Pański zaś to odstawimy.

O kryzysie: Widmo nędzy

Wybaw nas z tej życia bryndzy.

 

 

                         Kraj    ojczysty

Powrócił do wsi Antoś bywalec,

Co za zarobkiem jeździł po świecie,

Wśród swoich idzie, gdzie jako malec

Jeszcze przebywał- i cuda plecie:

 

Jakie on widział hen, za morzami

Dziwy przeróżne i piękne kraje,

„O nich nie słyszał nikt między wami

„Tam życie ludziom rajem się staje”.

 

I jeno chwali wszystko, co cudze,

Na kraj narzeka, że w Polsce bieda,

-„Ja się tu, u was, okropnie nudzę,

„Tu interesów robić się nie da”-

 

Na to odezwie się Paweł stary,

Co mądrą głową w naradach służy:-

„Rzecz to prawdziwa, choć nie do wiary,

„Tyś rozum stracił w ciągłej podróży,

 

„Bo ten, kto cudze wciąż jeno chwali,

„A na kraj własny ciągle wyrzeka,

„Na biedę wielką w Polsce się żali,-

„Prawdziwie nie wart miana człowieka.

 

„Być może racja, że jeszcze przecie

„U nas nie wszystko jest, jako trzeba,

„Że los się czasem źle jakoś plecie,

„Ale przy pracy i łasce Nieba

 

„Wszak będzie lepiej, po kilku latach

„Wszędzie już będą radość, dostatek,

„Nie szukaj szczęścia po obcych światach,

„Kiedy je znajdziesz wśród własnych chatek.

 

„Nigdy nie rzucaj ojczystej ziemi,

„Nie szukaj pracy w cudzej krainie

„I trwaj wytrwale między swojemi

„W własnej ojczyźnie nikt wszak nie zginie

 

„Boś na tej ziemi wzrósł, bracie miły,

„I ona ciebie kiedyś przytuli,-

„”Kochaj ją, pracuj co jeno siły

„Na swojej szarej ziemi- matuli”.

 

 

 

 

 

 

Gratis bloggen bei
myblog.de

MySpace Tracker